strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
Konflikt czeczeński - krótka analiza. Część 7
Przemysław Wegwert
Sposoby uregulowania czeczeńskiego konfliktu, które pojawiły się na przestrzeni minionych lat:
Model afgański - Emil Pain, kierownik Ośrodka Przeciwdziałania Ekstremizmowi przy Instytucie Socjologii Rosyjskiej Akademii Nauk:
"Dla normalizacji sytuacji w Czeczenii nie wystarczy na znak pokoju wbić bagnet w ziemię, przerwać walki. Trzeba pomyśleć o tym, jaka siła polityczna zdolna jest skonsolidować społeczeństwo i rozwiązać nadzwyczaj trudne zadanie ustanowienia pokoju w republice. Myślę, że można by tu przynajmniej w pewnym zakresie wykorzystać doświadczenie stabilizowania sytuacji z Afganistanu. Są to trzy podstawowe elementy: koalicja złożona z różnorodnych sił politycznych, legitymizacja tymczasowej koalicyjnej władzy z wykorzystaniem form tradycyjnych i wreszcie utworzenie jakichś sił stojących na straży porządku i prawa, które stanowiłyby oparcie dla nowego rządu koalicyjnego. Głównym zadaniem powinno się stać zapewnienie gwarancji, że walka z terroryzmem nie przerodzi się w walkę z ludnością.
Kto mógłby wejść do takiej koalicji? Asłan Maschadow, bo jakkolwiek odnosiłyby się do niego władze Rosji, jest on postacią znaczącą. Bez jego udziału i bez jego zgody, każdą władzę ludność Czeczenii będzie uważać za nieprawowitą. Sam Maschadow nie jest jednak w stanie ustabilizować sytuacji w Czeczenii. Jego rządy w latach pokoju - 1966-99 - udowodniły, że nie potrafił poradzić sobie z falą przestępczości, ze wzrostem ekstremizmu politycznego i religijnego. Jest równie ograniczony w swoich możliwościach, jak Jaser Arafat w Palestynie. Jednak w odróżnieniu od Palestyny w Czeczenii pojawiły się przesłanki dla poszerzenia bazy społecznej umiarkowanych sił politycznych, które mogłyby wspierać instytucje władzy w republice. Te nadzieje wzrosły, gdy Asłan Maschadow w lipcu 2002 r. przesłał list do znanego polityka Rusłana Chasbułatowa, w którym poparł plan pokojowy Chasbułatowa i poprosił, aby ten wykorzystał swój autorytet dla utworzenia koalicji sił czeczeńskich, zwolenników pokoju. Ten projekt dyskutowano na konferencji z udziałem przedstawicieli Maschadowa we wrześniu 2002 r. w Liechtensteinie. W takiej koalicji mógłby na przykład uczestniczyć deputowany do Dumy Asłanbek Asłachanow i niektórzy inni przedstawiciele diaspory czeczeńskiej w Moskwie.
Czy taki sojusz czeczeński potrafi wpłynąć na bojowników i skłonić ich do zawieszenia broni albo nawet do udziału w zaprowadzaniu porządku w Czeczenii? Jeśli chodzi o ludzi takich jak Basajew, to odpowiedź może być wyłącznie negatywna. Jednak znaczna część szeregowych uczestników czeczeńskiego ruchu oporu zgodziłaby się na zaprzestanie walk na warunkach, które gwarantowałyby im zachowanie twarzy. Na przykład, gdyby Czeczenia otrzymała w Rosji szczególny status. Jeszcze bardziej zachęcające byłoby, gdyby społeczność światowa zagwarantowała Czeczenii pomoc ekonomiczną w odbudowie republiki.
Oczywiste jest, że to tylko szkic modelu, który po dopracowaniu mógłby dać nadzieję na wyjście ze ślepego zaułka. Na razie jednak - jak się wydaje - Moskwa będzie postępować zgodnie z dawną strategią siły" [79].
Rusłan Chasbułatow, były przewodniczący Rady Najwyższej FR, szef katedry ekonomii międzynarodowej w Rosyjskiej Akademii Ekonomicznej im. Plechanowa w Moskwie:
"Czeczenia musi stać się międzynarodowym protektoratem, jak Bośnia, Kosowo czy Afganistan, a dzisiaj Irak. Rolę protektora, a raczej gwaranta bezpieczeństwa Czeczenów, że znów nie staną się ofiarą rosyjskiej agresji, powinny wziąć na siebie ONZ lub OBWE. Będą one też nadzorować Czeczenów, którzy zobowiążą się, że z ich kraju nie będzie grozić Rosji najmniejsze niebezpieczeństwo. Służyć temu powinna całkowita demilitaryzacja Czeczenii, w której jedynymi zbrojnymi siłami będą służby porządkowe. Jako międzynarodowa autonomia Czeczenia powinna mieć pełną swobodę w polityce wewnętrznej i zagranicznej, ale bez uszczerbku dla rosyjskich interesów. Zachowane zostaną natomiast wspólne z Rosją obywatelstwo, dotychczasowe granice administracyjne, a nie państwowe, waluta, system bankowy. Rolę rozjemcy i inicjatora rozmów pokojowych powinna wziąć na siebie grupa międzynarodowych negocjatorów wyłoniona spośród ludzi cieszących się najwyższym autorytetem. Powinna ona doprowadzić do rokowań między władzami Rosji oraz Maschadowem i wybranym w 1997 r. czeczeńskim parlamentem, jedynymi prawowitymi władzami Czeczenii. W rozmowach muszą jednak uczestniczyć też, jako trzecia strona, ludzie wyłonieni przez mieszkańców Czeczenii. Odbudowę z wojennych zniszczeń szacowanych według nas na 100-150 mld dol. powinna, podobnie jak w przypadku Afganistanu, wziąć na siebie wspólnota międzynarodowa. Rosji, choćby nawet chciała, nie stać na to" [80].
Model prezydencki - Jewgienij Primakow, był premierem i ministrem spraw zagranicznych Rosji:
"Co należałoby zrobić? Po pierwsze, oddzielić pokojowo nastawionych Czeczenów od rebeliantów. Przekazywanie władzy wykonawczej czeczeńskim lokalnym samorządom będzie skazane na niepowodzenie, o ile nie nakłoni się lokalnych czeczeńskich dowódców-rebeliantów do udziału w rozmowach. Jest wśród nich wielu klanowych przywódców, którzy nigdy nie ubiegali się o wybór i w ogóle nie biorą pod uwagę możliwości poddania swych uprawnień pod głosowanie. Jednak tylko oni mogą zapewnić jeśli nie demokrację, to przynajmniej pokój. Jeśli ceną za zakończenie - lub przynajmniej ograniczenie - rzezi jest pozostawienie im władzy i lokalnej autonomii, Rosja powinna się zgodzić (
) Jednakże pierwszym krokiem [w kierunku przystąpienia do rozmów - pw] musi być wstrzymanie działań wojennych, po którym powinno nastąpić publiczne odcięcie się Czeczenów od aktów terroryzmu takich, jak rzeź w Moskwie (
) Trzeba także jasno powiedzieć, że negocjacje nie mogą wykluczać rosyjskich wojskowych operacji przeciw bandytom, kontynuującym ataki po rozpoczęciu rokowań. Z tego wniosek, że część sił federalnych musi pozostać w Czeczenii na czas rozmów pokojowych. Ich obecność umocni zarazem pozycję tych Czeczenów, którzy wybiorą negocjacje i będą gotowi zapewnić bezpieczeństwo swych osad.
Ponadto pozostawienie rosyjskich wojsk w Czeczenii na czas rozmów pokojowych nie oznacza, że to wojskowi powinni prowadzić rozmowy. Tak stało się po pierwszej czeczeńskiej kampanii (1994 - 1996), ale osiągnięty wówczas pokój okazał się zaledwie zbrojnym zawieszeniem broni. Tym razem przedstawiciel prezydenta Putina powinien przejąć nadzór nad wszystkimi aspektami sytuacji w Czeczenii: rozwojem sytuacji gospodarczej, działaniami wojskowymi i próbami złagodzenia cierpień czeczeńskiej ludności. Powinien przejąć kontrolę nad jednostkami Ministerstwa Obrony, oddziałami Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, agencjami FSB i organami samorządowymi.
Czeczenii można by nadać - na okres negocjacji, a najlepiej do czasu, gdy lokalne czeczeńskie władze staną się zdolne do egzekwowania poszanowania prawa - status specjalnego obszaru podległego prezydentowi. Jeden ośrodek dowodzenia, podległy bezpośrednio prezydentowi Putinowi, wykluczyłby nieskoordynowane działania, podniósł dyscyplinę, zwiększył zakres odpowiedzialności osób i organów właściwych w sprawach Czeczenii i powściągnął beztroskę, jaką okazują niektórzy rosyjscy dowódcy tam, gdzie chodzi o życie czeczeńskiej cywilnej ludności" [81].
Wcześniejszy plan Chasbułatowa wysunięty w październiku 2002 r., w związku z wyborami prezydenckimi w Czeczenii:
Według Kavkaz Center Chasbułatow zgodził się objąć z namaszczenia Moskwy władzę w Czeczenii, ale postawił trudne warunki. Domagał się przede wszystkim, by jego kandydatura została zaakceptowana nie tylko przez tych Czeczenów, którzy swoją przyszłość widzą w unii z Rosją, ale także tych, którzy upierają się przy niepodległości. Chciał, żeby jego rząd nosił nazwę "tymczasowy" i nie podważał statusu prawowitego prezydenta Czeczenii, jakim zdaniem Chasbułatowa nadal pozostaje przywódca czeczeńskich powstańców Asłan Maschadow, wybrany na to stanowisko w styczniu 1997 r.
Chasbułatow domagał się ponadto od Kremla, by jako jedyny z czeczeńskich przywódców miał wyłączny i niczym nieograniczony dostęp do prezydenta Rosji Władimira Putina, a także wyłącznych i wszelkich pełnomocnictw do niezwłocznego podjęcia rokowań z Maschadowem. Chciał też sam powoływać ministrów oraz żądał, by wszystkie rosyjskie wojska, policje i służby specjalne na terytorium Czeczenii przeszły pod kontrolę emerytowanego generała milicji, a obecnie czeczeńskiego posła do rosyjskiej Dumy Asłanbeka Asłachanowa. Na koniec, Chasbułatow chciał od Kremla zgody, by do swego rządu mógł wziąć tych ministrów z rządu Maschadowa, którzy nie zajmowali się handlem żywym towarem, ani muzułmańską rewolucją i nie uczestniczyli zbyt aktywnie w wojnie (np. Ahmada Zakajewa, ministra kultury i jednego z najbliższych współpracowników Maschadowa).
Za najważniejszy cel swego rządu Chasbułatow uznał przerwanie wojny, rozpoczęcie procesu pokojowego oraz zorganizowanie wolnych wyborów, które pozwoliłyby Maschadowowi z honorem zejść ze sceny politycznej, a przedstawicielom niepodległościowych ugrupowań włączyć się do życia politycznego Czeczenii, pozostającej jako część Federacji Rosyjskiej, ale posiadającej jednocześnie ogromną autonomię i międzynarodowe gwarancje swojego bezpieczeństwa [82].
Model kosowski - nieco starszy plan pokojowy wysunięty pod adresem Zachodu w lutym 2003 r w Waszyngtonie, przez ministra spraw zagranicznych nieuznawanego przez Moskwę prezydenta Czeczenii Asłana Maschadowa, Iljasa Achmadowa:
Plan Achmadowa zakłada trójstronne porozumienie między rządem rosyjskim i podległymi prezydentowi Maschadowowi władzami czeczeńskimi oraz ONZ. Pierwszym krokiem powinno być obustronne zawieszenie broni, wyprowadzenie z republiki wojsk i policji rosyjskiej i wprowadzenie do Czeczenii, na podstawie rozdziału XII i XIII Karty NZ i rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, międzynarodowych sił pokojowych oraz administracji międzynarodowej. Zadaniem administracji międzynarodowej powinno być przygotowanie Czeczenii do sprostania w przyszłości obowiązkom i odpowiedzialności, wynikającym ze statusu niepodległego państwa. Powiernicza administracja ONZ powinna przeprowadzić szybką i efektywną demilitaryzację i demokratyzację kraju. Nowe czeczeńskie siły porządkowe powinny być szkolone i w pierwszej fazie kontrolowane przez ekspertów ONZ.
Wyłoniona na podstawie zorganizowanych przez ONZ wolnych i demokratycznych wyborów czeczeńska administracja stopniowo przejmowałaby władzę z rąk międzynarodowych. Wszystkie grupy etniczne zamieszkujące Czeczenię przed pierwszą wojną powinny mieć możliwość swobodnego wyboru miejsca zamieszkania. Odbudowa kraju ze zniszczeń miałaby być wspierana finansowo i kontrolowana przez społeczność międzynarodową. Pod egidą międzynarodową powstałoby również niezależne sądownictwo. W tworzenie i konsolidację czeczeńskich instytucji demokratycznych włączyłyby się w szczególności parlamenty i rządy państw europejskich i USA. Jako wzór powinno służyć zaangażowanie społeczności międzynarodowej w Kosowie.
W rezultacie tych działań Czeczenia powinna stać się nowoczesnym, demokratycznym krajem o gospodarce wolnorynkowej. Czeczeński minister spraw zagranicznych podkreślał, że Czeczenia dąży do jak najlepszych stosunków z Rosją, jednak po dwustuletnim okresie ucisku i ludobójstwa ze strony rosyjskiej żadna autonomia w ramach Federacji Rosyjskiej nie wchodzi w rachubę. Dlatego Czeczenia powinna uzyskać niepodległość. Nastąpiłoby to po upływie wieloletniego okresu przejściowego i byłoby uzależnione od powodzenia procesu demokratyzacji i demilitaryzacji [83].
Zakończenie
Aż trudno uwierzyć, iż konflikt rosyjsko-czeczeński trwa już blisko 300 lat. Światowa historia nie zna zapewne przykładu bardziej wytrwałego oporu przeciwko najeźdźcom. Wydaje się zatem, że Czeczeńcy jak nikt inny zasługują na niepodległość, na własną państwowość. Spełniają przy tym wszystkie warunki, niezbędne do pretendowania o miano państwa. Po pierwsze są narodem. Jeżeli przez "naród", jak podaje J.Kukułka, "rozumiemy taką wielką grupę społeczną, która związana jest wspólnotą losów historycznych, kultury, języka, terytorium i życia ekonomicznego, a której wyrazem jest świadomość narodowa, poczucie własnej odrębności w stosunkach do innych narodów, dążenie do podnoszenia prestiżu narodowego, jak również działania mające na celu tworzenie i umacnianie własnego państwa" [1], to Czeczeńcy są tego najlepszym przykładem. Najlepszym argumentem, niech będzie fakt, iż mimo tego, iż ich ziemie, które zamieszkują od 5 tys. lat, były wielokrotnie podbijane i włączane do różnych organizmów państwowych, potrafili zachować swój język i odrębność kulturową. Po drugie, Czeczeńcy potrafią samodzielnie funkcjonować, udowodnili to pozostając niezależnymi przez ponad trzy lata. Po trzecie spełniają wszystkie kryteria państwowości, przewidziane w Art. 1 Konwencji z Montewideo o prawach państw z 1933 roku: posiadanie przez dany podmiot stałej ludności, określonego terytorium, niezależnego rządu wyposażonego w kompetencje administracyjne i ustawodawcze oraz dysponowanie zdolnością wchodzenia w stosunki z innymi państwami. [2]
Niestety, historia sprawiła temu nielicznemu narodowi niemiłego figla. Jako sąsiada dała mu olbrzymi naród, przy tym naród pozbawiony umiaru. Rosjanie kochają wielkie rzeczy, a jedną z form ich spełnienia jest budowa mocarstwowego państwa. Wydawało się, iż upadek caratu uwolni podbite narody spod panowania rosyjskiego. Wydawało się, iż upadek ZSRR uwolni Rosję od roli tego, który uszczęśliwia na siłę. Miała ona niepowtarzalną szansę, uwolnić się od niechlubnej przeszłości, oczyszczenia z "obcych naleciałości". Aleksander Sołżenicyn w swej książce "Rosja w zapaści" napisał: "Z Czeczenami przebywałem w latach pięćdziesiątych na zesłaniu w Kazachstanie. Poznałem tam dobrze ich nieugięty, porywczy charakter, ich nieprzejednany opór wobec ucisku oraz wysoką sprawność bojową i samodzielność w działaniu. Od pierwszych dni czeczeńskiego konfliktu (1991) było jasne, że dla targanej niepokojami, nieustabilizowanej Rosji (...) starcie zbrojne z Czeczenią spowoduje ogromne trudności. (...) Rezygnacja z Czeczenii byłaby uzdrowicielską amputacją chorego członka i umocnieniem Rosji". [3] Tymczasem okazało się, iż Rosja nie potrafi lub nie chce zerwać z rolą "światowego żandarma", a wojna w Czeczenii była konsekwencją dokonanego wyboru. I nic nie wskazuje na to, iż sytuację tę może coś zmienić. Władzę bowiem w państwie zdobył zwolennik wizji silnego państwa o mocarstwowym statusie, według którego zasadniczymi elementami nowej ideologii powinny być: patriotyzm (duma narodowa), mocarstwowość (świadomość wielkiej Rosji), państwowość (zwiększenie organizacyjnej roli państwa) i solidarność społeczna (naturalny kolektywizm). [4] Należy przy tym zaznaczyć, iż hasła te mają pełne poparcie w społeczeństwie, w którym rosną nastroje nacjonalistyczne. Rosjanie po 10 latach trudnych transformacji, chaosie spowodowanym przemianami, zapragnęli silnej władzy wykonawczej, porządku, bezpieczeństwa i przewidywalności, nawet kosztem ograniczenia swobód obywatelskich. Nastroje te w prosty sposób mają przełożenie na wyniki sondażów opinii publicznej, według których pod koniec 2001 roku, 74 proc. społeczeństwa żałuje rozpadu ZSRR. [5]
Jak opisuje Edmund Lewandowski, "Czeczeńcy są narodem, ponieważ mają specyficzną kulturę i język, poczucie tożsamości i odrębności, oraz pragną mieć własne państwo (...) Pod względem ekonomicznym [Czeczenia P.W.] może samodzielnie funkcjonować, lecz musi chyba ułożyć stosunki polityczne z Rosją, która ma interesy w krajach zakaukaskich" [6]. Lecz paradoksalnie w stwierdzeniu tym tkwi sedno sprawy. Te dwa narody nie są w stanie ułożyć wzajemnych stosunków, bowiem mają odmienne dążenia i charaktery. Rosjanie kochają wielkość, posłuszeństwo, siłę. W Rosjanach zakorzeniony jest pewien mesjanizm, idea powszechnego zbawienia. Przekonanie, że wszystkich trzeba uwolnić od zła i cierpienia, co praktykują obecnie w Czeczenii, uwalniając naród kaukaski od bandytów i terrorystów. "Rosjanom wydaje się, że Czeczeńcy są narodem dziwnym: dzikim, nieucywilizowanym i niezrozumiałym. Nie wiedzą zaś, że Czeczeńcy z natury rzeczy są inni, że mają silne poczucie odrębności, że uważają się za spadkobierców starożytnych kultur Sumerów, Hurytów, Urartyjczyków, że dowody na to dostrzegają w swoim języku, mitach i przekazach ustnych (...) Jest to naród dumny, honorowy, gościnny, wojowniczy, miłujący wolność, pomagający buntownikom politycznym" [7]. Naród czeczeński swą odrębność odnajduje we własnej historii. Nie dać się Czyngis-chanowi i carom, Stalinowi, Jelcynowi i Putinowi - ta postawa świadczy o niezmiennym umiłowaniu wolności. Nawet witając się, Czeczeńcy życzą sobie najpierw wolności właśnie, dopiero potem zdrowia. Czeczeńcy nie pojmują imperialnych interesów Rosjan i nigdy się z nimi nie pogodzą.
Jaki jest stosunek Czeczenów do Rosjan, w bardzo ciekawy sposób prezentuje porównanie, jakie zastosował Dmitrij Furman, cytowany już rosyjski historyk i publicysta, jeden z autorów pracy zbiorowej "Czeczenia i Rosja - państwa i społeczeństwa" :
"By to zrozumieć, Rosjanin musi się zdobyć na pewien eksperyment umysłowy. Wyobraźmy sobie, że Rosjan po serii krwawych, niemal stuletnich wojen podbili Chińczycy. W wyniku tych wojen liczba Rosjan zmalała o połowę, wielu uciekło do innych krajów prawosławnych. Wśród Chińczyków wciąż żywa jest koncepcja, by wysiedlić ten wiecznie buntujący się naród, opornie przyswajający sobie cywilizację chińską, np. na pustynię Gobi. Gdy w Chinach wybuchła rewolucja komunistyczna i proklamowano równe prawa dla wszystkich narodów zamieszkujących to państwo, Rosjanie powitali ją z radością i nawet pomagali komunistom walczyć z chińskimi białymi. W rezultacie to właśnie komuniści zrealizowali marzenia urzędników cesarza - wysiedlili Rosjan na Gobi. Niektórych palili żywcem. Po jakimś czasie Rosjanom, którzy przeżyli, pozwolono wrócić do ojczyzny, a nawet utworzono dla nich autonomiczną republikę rosyjsko-ukraińską. Ale Chińczycy nadal im nie ufali. Na czele republiki stali Chińczycy, w sytuacjach oficjalnych Rosjanom pozwalano mówić tylko po chińsku (żeby Chińczycy mogli ich zrozumieć), na głównym placu w Moskwie stał pomnik wielkiego chińskiego zdobywcy Rosji, a karierę mógł zrobić tylko Rosjanin ożeniony z Chinką, o którym Chińczycy mówili: "On już jest całkiem Chińczyk". Nie trzeba tłumaczyć, że w takiej sytuacji największym marzeniem wszystkich Rosjan byłoby uwolnienie się od Chińczyków. Nie oznaczałoby to nienawiści do wszystkich Chińczyków - na przestrzeni wielu lat wspólnego życia Rosjanie zaprzyjaźnili się z wieloma Chińczykami, a nawet nauczyli się dostrzegać w nich ludzi, nie tylko panów i zdobywców. Nie żywili też niechęci do chińskiej kultury i języka, który przez lata stał się ich drugim językiem ojczystym. Wciąż jednak ze wszystkich sił dążyli, by przy pierwszej okazji oderwać się od Chin - jakichkolwiek Chin, imperatorskich, komunistycznych czy liberalno-demokratycznych - i wybić się na niepodległość. Mieli bowiem dość powodów, by obawiać się przyszłych nieprzewidywalnych zwrotów w chińskiej polityce. Myślę, że taki eksperyment pozwoli Rosjaninowi zrozumieć, dlaczego Czeczeni nie chcą spokojnie żyć w Federacji Rosyjskiej. Ich dążenia do wolności są całkiem naturalne, racjonalne i normalne". [8]
Odnalezienie "złotego środka" było w zasięgu ręki po rozpadzie ZSRR. Niestety Rosja nie potrafiła wznieść się ponad własną manię wielkości. Zabrakło pewnej wizji kształtu przyszłej FR, pozbawionej radzieckiego charakteru. Obecnie na poszukiwanie kompromisu jest zdecydowanie za późno. Naród czeczeński zbyt wiele wycierpiał. Przez nienawiść została zatruta atmosfera między obu nacjami. Wydaje się zatem, iż ostatnie zmagania rosyjsko-czeczeńskie wpisują się w nieprzerwany ciąg dramatycznych wydarzeń w dziejach podboju Północnego Kaukazu, bez nadziei na przyszłość. "Mówi się: pierwsza wojna czeczeńska, druga... A w istocie toczymy wciąż tę samą wojnę, która wybuchła w XVIII w., kiedy na Kaukazie stanęły rosyjskie pułki. Tę wojnę, z pokolenia na pokolenie, przekazują w Czeczenii ojcowie synom. Dotąd żadne pokolenie nie miało do przekazania następnemu niczego poza wojną i wspomnieniami o okrucieństwach i krzywdach doznanych ze strony Rosjan. My też przekażemy wojnę w spadku naszym synom i wnukom, jeśli nie uda nam się jej w końcu przerwać "- stwierdził Ahmad Zakajew, wicepremier w obecnym rządzie Maschadowa.
- "Przyczyny tkwią w czeczeńskiej historii i w historii naszych stosunków z Rosją. W przeciwieństwie do naszych sąsiadów z Kaukazu, którzy żyli pod rządami swoich feudałów, my, Czeczeni, obaliliśmy swoich dawno i żyliśmy we wspólnotach, gdzie zawsze istniał pluralizm opinii, każdy - bogaty czy biedny - miał takie samo prawo głosu, a bezpieczeństwo każdego gwarantowały nasze odwieczne obyczaje i prawa. I tak przywykliśmy do tej swojej wolności i równości, że nie sposób nam się z nią rozstać. U nas, w przeciwieństwie do książąt czerkieskich, awarskich czy gruzińskich, nie było kogo przeciągać na swoją stronę, przekupywać. Dla nas utrata wolności oznaczała niewolę. Dla innych - tylko zmianę jednych panów na innych. Myśmy tak żyć nigdy nie potrafili (
) Zawsze byliśmy inni. Inni od sąsiadów i inni od Rosjan, którzy bezkrytycznie słuchali swoich carów i przybyli podbijać Kaukaz, ziemię, która nigdy do rosyjskiego państwa nie należała. I za tę inność ukarano nas wojną, którą toczymy już trzecie stulecie - coraz bardziej okrutną, bezwzględną, barbarzyńską. Im bardziej Rosjanie chcą nas złamać, tym hardziej się im sprzeciwiamy. A im bardziej się buntujemy, tym oni okrutniej tłumią nasze bunty" [9].
Czeczeńcy uczynili wszystko, co w ich mocy, by wybić się na niepodległość. I zwyciężyli. Nieformalnie wywalczyli upragnioną wolność i niezależność, wykorzystując chwilową słabość imperium rosyjskiego. Reszta należała do społeczności międzynarodowej. Niestety słabą stroną Czeczenii jest to, iż pozostałe państwa nie posiadają w Iczkerii żadnych strategicznych interesów, w odróżnieniu od jej sąsiada Rosji. Świat jest bowiem wielką szachownicą, na której poświęca się pionki w strategicznej rozgrywce między mocarstwami. Obecnie w rozgrywce rosyjsko-czeczeńskiej ruch należy do Moskwy, będącej "wyrocznią" przyszłości nar
odu czeczeńskiego. Jednak nic nie wskazuje na to, by zaczęła się ona kierować zasadami tolerancji, równości i wolności w rozwiązywaniu własnych problemów narodowościowych.
W sowieckiej encyklopedii z 1980 roku zapisano: " W 1810 r. Inguszetia dobrowolnie połączyła się z Rosją. W 1859 r. Czeczenia została do Rosji przyłączona". [10] Co kryje się za tymi dwiema datami, rozdzielonymi pięćdziesięcioleciem? Morze krwi - jak napisał autor.
Oby synonimem tej wojny nie stały się słowa Suworowa, który donosił w raporcie do carycy Katarzyny: "Bogu dzięki, cała sprawa zakończyła się sukcesem, tyle tylko, że wszyscy Czeczeni zostali wybici". [11] Jako przesłanie dla toczącego się konfliktu nich posłużą słowa Piotra Grochmalskiego, wypowiedziane do dziennikarzy podczas promocji swojej książki "Czeczenia - rys prawdziwy" 17 grudnia 1999 r. w Centrum Prasowym Polskiej Agencji Informacyjnej :
"Ja w Czeczenii odkryłem wspaniały naród, wspaniałych ludzi, bardzo podobnych z charakteru do Polaków. Być może ludzi o wielkich namiętnościach, ale i wielkim honorze. Chciałbym, żebym ten naród żył, gdyż jego życie jest ważne chyba dla całego świata. Wzbogaca on nas swoją kulturą, tak jak każdy inny naród. Myślę, że ostatnie przesłanie papieża, iż jeśli jesteśmy narodami zjednoczonymi, to znaczy, że musimy znaleźć sposób na to, żeby na naszych oczach nie mordowano żadnego narodu, bo kultura każdego narodu wzbogaca nas - jest jakby przesłaniem końca XX wieku" [12].
79. E.Pain, Sojusz odpowiedzialnych Czeczenów, "Gazeta Wyborcza", 29.10.2002.
80. W.Jagielski, Wojna w Czeczenii skończy się utratą Kaukazu przez Rosję - mówi Rusłan Chasbułatow, "Gazeta
Wyborcza", 7.07.2003.
81. J.Primakow, Pora zmienić politykę Rosji, "Rzeczpospolita", 8.11.2002.
82. W.Jagielski, Chasbułatow nowym szefem prorosyjskiego rządu Czeczenii?, "Gazeta Wyborcza" 4.10.2002.
83. A.Suszycki, Warunkowa niepodległość dla Czeczenii, "Rzeczpospolita, 20.10.2003.
1. Z.Czachór, Uczestnicy stosunków międzynarodowych, [w:] Stosunki międzynarodowe, pod red.
W.Malendowski, Cz. Mojsiewicz, Wrocław 1998, s. 46.
2. P.Grochmalski, Czeczenia... , s. 346.
3. A.Sołżenicyn, Rosja w zapaści, Warszawa 1999, s. 56-58.
4. P.Jendroszczyk, Jelcyn oddał władzę Putinowi, "Rzeczpospolita", 3.01.2000.
5. A.Lewinson, A Związku żal, "Gazeta Wyborcza", 22-23.12.2001.
6. E.Lewandowski, op. cit., s. 101.
7. Tamże, s. 101.
8. D.Furman, Węzeł czeczeński, "Gazeta Wyborcza", 16-17.11.2002.
9. W.Jagielski, Wywiad z Ahmadem Zakajewem...
10. E.Bonner, Czeczenia: nie ma narodu, nie ma problemu, "Rzeczpospolita, 11.12.2002.
11. E.Bonner, Czeczenia: nie ma narodu...
12. P.Grochmalski, Piotr Grochmalski do dziennikarzy podczas promocji swojej książki Czeczenia - rys
prawdziwy 17 grudnia 1999r. w Centrum Prasowym Polskiej Agencji Informacyjnej S. A.,
Czeczenia Walczy .

